Wytrawne muffinki ziemniaczane z pesto

Wytrawne muffinki ziemniaczane z pesto

Nie smażę pączków, ani faworków, ani nawet za bardzo nie przejmuję się Tłustym Czwartkiem. Dlatego dzisiaj, trochę na przekór, przepis bez kropli tłuszczu. Może z wyjątkiem tego zawartego w pesto, ale i na to znajdzie się sposób. I nie żebym była szalonym dietetykiem bo tego mi strasznie daleko – jakaś złośliwa część mnie każe z dystansem patrzeć na wszystkie te oszalałe przedsięwzięcia. Tak jak nie lubię Juwenaliów ze względu na presje dobrej zabawy, podobnie Tłusty Czwartek kojarzę z dniem kiedy pączki wcale nie smakują najlepiej.

Ale do rzeczy! Zabierzmy się za nasze muffinki, a roboty nie ma z nimi zbyt wiele. Zaczynamy od ugotowania ziemniaków. Ja użyłam mniej więcej pół kilograma, ale jeśli chcecie poddać się magii dnia i pójść w ilości hurtowe to śmiało – mnóżcie i pieczcie. Kiedy ziemniaki będą już ugotowane dokładnie je ugniećcie, a następnie dodajcie jedno jajko, pół małego kubeczka jogurtu naturalnego i kilka łyżeczek domowej roboty pesto (przepis na nie pojawi się tutaj w najbliższej przyszłości, a strasznego grzechu nie popełnią też Ci używający tego słoiczkowego). Wymieszajcie wszystko dokładnie, a następnie dodajcie sok z cytryny, dosólcie i dopieprzcie wszystko do smaku. Żeby utrzymać masę w całości dodajcie kilka łyżek mąki (może być razowa), a jej ilość zależy bardzo od rodzaju ziemniaków przez Was użytych, dlatego musicie zdać się tutaj na intuicję.  A jeśli chcecie zaszaleć do masy (lub do środka każdej z babeczek z osobna) dodajcie ulubionego sera  – żółty, feta, mozzarella – Wasza decyzja :)

Taką masę przekładamy do foremki do muffinek. Ja posłużyłam się tutaj szprycą, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy będzie takim wytrwałym estetą, dlatego swojska łycha też się nada ;) Pieczcie wszystko aż będzie przyjemnie rumiane i chrupkie w ok. 200 stopniach. A tuz przed podaniem polejcie resztą pesto.



KOMENTARZE